To nie jest historia o pechu. Nie jest też o opisywanych przez nas wcześniej odszkodowaniach za wywłaszczenia przy ul. Juranda i Jagienki, choć kwota jest zbliżona (tam było 572 tys.
zł). To opowieść o tym, jak bez fanfar z kasy miasta wydano niemal pół miliona złotych. Pieniądze, które mogły dać wytchnienie miastu od coraz bardziej przygniatających wydatków bieżących, albo być
np. wkładem własnym w wielomilionowe inwestycje, wydano na odszkodowanie za grunt, którego pozyskanie dało się załatwić inaczej i można było go mieć za darmo.
Dla lepszego zrozumienia urzędniczego absurdu wyobraźmy sobie prostą sytuację. Masz bogatego wujka (Skarb Państwa), który ma hektar ziemi. Jest przepis, który pozwala ci (miastu)
wystąpić do „wujka” o nieodpłatne przekazanie tego właśnie kawałka gruntu na realizację zadań własnych gminy (np. drogi). Masz pod sobą armię urzędników i prawników opłacanych przez rodzinę
(mieszkańców), żeby pilnowali takich tematów – trzeba tylko chcieć zadziałać na czas.
Jeśli jednak tego nie zrobisz, a wujek sam postanowi podzielić swoją dużą nieruchomość, to działa drugi mechanizm: gdy w podziale terenu „wychodzą” działki pod drogę publiczną (bo tak
ustaliła rada miejska w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego), przechodzą one na gminę z mocy prawa – a wtedy pojawia się obowiązek uiszczenia odszkodowania. Cena: według wartości
rynkowej. Wujek nie „odpuszcza” z własnej woli, nawet gdyby chciał, bo to jest automatyczny tryb ustawowy. Płacisz za coś, czego dało się próbować uniknąć, zanim zatrzasnęły się drzwi.

Zamiast wniosku – rachunek na 433 702 zł
Tak właśnie stało się w rejonie „Pańskich pól” przy ul. Kraszewskiego, między osiedlem J. Tytki a tzw. „Aleją Miłości”. KOWR uruchomił podział nieruchomości, a burmistrz wydał decyzję
zatwierdzającą. I w tym momencie zatrzasnęła się prawna pułapka: kiedy decyzja stała się ostateczna, działki pod drogi przeszły na własność miasta „z mocy prawa” (art. 98 ustawy o gospodarce
nieruchomościami), a obowiązek wypłaty przez miasto odszkodowania stał się faktem.
Zarządzeniem burmistrza nr BM.0050.162.2025 z 18 listopada 2025 r. ustalono odszkodowanie dla KOWR w łącznej kwocie 433 702,00 zł za trzy działki wydzielone pod drogę gminną.
W tym samym zarządzeniu wskazano termin wypłaty: do 17 grudnia 2025 r.

„Ostatni dzwonek” był dużo wcześniej
Nasza redakcja 2 kwietnia 2024 r. opublikowała na Facebooku film o „Pańskich polach” i o tym, co gmina może tam zrobić (link do filmiku dajemy w komentarzu). W tamtym czasie
korespondowaliśmy z OT KOWR w Częstochowie w sprawie rolniczej dzierżawy tych gruntów – więc temat „Pańskich pól” też był dla nich znany. Dokumenty pokazują, że sprawa szybko weszła w bieg formalny -
i tu wchodzą dokumenty, które są dla miasta niewygodne.
Już 23 kwietnia 2024 r. do urzędu trafił wniosek rzeczoznawcy działającego na zlecenie KOWR o opinię do wstępnego projektu podziału nieruchomości (Skarb Państwa chciał na sprzedaży
gruntów po prostu zarobić). To był moment, kiedy temat był na stole – i był czas, żeby miasto wykonało ruch, zanim zadziała automat z art. 98.
Co więcej, w odpowiedzi na nasz wniosek o udzielenie informacji publicznej, w piśmie Oddziału Terenowego KOWR w Częstochowie z 3 grudnia 2025 r. do naszej redakcji pada „miażdżące”
zdanie:
„Przed uprawomocnieniem się decyzji zatwierdzającej podział nieruchomości Gmina Pszów nie składała do KOWR żadnego wniosku o nieodpłatne przekazanie działek.”

Podstawa prawna istnieje. Ustawa o gospodarowaniu
nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa przewiduje tryb, w którym KOWR może, w drodze umowy, nieodpłatnie przekazać gminie nieruchomości na cele służące wykonywaniu jej zadań (m.in. drogi) – art. 24
ust. 5 pkt 1 lit. c (warunkiem jest zgodność z MPZP, a w Pszowie właśnie tak jest).

Półmilionowa powtórka z rozrywki
Czytelnicy pamiętają naszą publikację o ulicach Jagienki i Juranda. Tam brak negocjacji i wybór „opcji atomowej” (ZRID) wygenerował odszkodowania wycenione na 572 tysiące złotych.
Burmistrz odwołuje się od wysokości, ale sam fakt wypłaty wynika z wybranego trybu i jest praktycznie przesądzony.
Zsumujmy to: 572 tys. + 433,7 tys. = ponad milion złotych. Dla wielu to abstrakcja, więc przeliczmy ją na realne możliwości:

Wytchnienie dla miasta: Te pieniądze dałyby oddech
wszystkim jednostkom gminnym, które dziś funkcjonują w reżimie drastycznych oszczędności. Do tego stopnia, że burmistrz ma teraz pomysł na likwidację przedszkola przy ul. Juranda, które – wg danych
rady rodziców PP-1 - ma 91% obłożenia! (przy średniej obłożenia we wszystkich przedszkolach w Pszowie 87%!)

Potęga inwestycji: W świecie dotacji milion złotych
to nie jest po prostu milion. Jako 20% wkładu własnego, te pieniądze pozwoliłyby Pszowowi zrealizować inwestycje o wartości 5 MILIONÓW ZŁOTYCH. Resztę dołożyłoby państwo lub Unia.
A to jeszcze nie koniec tej historii. Bo gdy gmina staje się właścicielem dróg „w szczerym polu”, zaczynają się kolejne koszty. Ale o tym napiszemy kiedyś osobno.
(Na mapie terenu widać osiedle Józefa Tytki, ul. Kraszewskiego i przez nas na fioletowo zabarwione tereny dróg, o których mowa w artykule)