Tak wygląda droga 2 lata po remoncie
temat remontu ulicy Obrońców Pokoju był już wielokrotnie opisywany na łamach „Pszowika”. Mieszkańcy od samego początku sygnalizowali liczne nieprawidłowości – zwężenie jezdni, brak
pobocza, nieprawidłową niweletę, źle osadzone kratki ściekowe. Mimo to władze miasta oraz radni koalicji rządzącej konsekwentnie twierdzili, że „wszystko jest w porządku”.
Chciałbym przypomnieć, że problemy były zgłaszane jeszcze w trakcie trwania remontu. We wrześniu 2023 roku rozpoczęły się roboty, które trwały do listopada. W październiku, gdy asfalt
nie był jeszcze położony, mieszkańcy skierowali pismo dotyczące nieprawidłowości do odpowiedzialnego za inwestycje ówczesnego zastępcy burmistrza Piotra Kowola. Sprawa była również omawiana na
Komisji Rozwoju w poprzedniej kadencji. Została jednak zlekceważona.
Na tym etapie można było jeszcze wiele poprawić. Zamiast tego prace prowadzono dalej, mimo że asfalt kładziono miejscami w deszczu i na mokrą nawierzchnię. W jednym z fragmentów
doszło nawet do zapadnięcia, które później „ratowano” wstawką, po uprzednim wybieraniu zapadniętego materiału.
Wstawki wykonywano także tam, gdzie mieszkańcy zgłaszali, że woda nie spływa do kratek ściekowych. Próbowano wtedy na szybko poprawiać spadki, ale – jak widać dziś – bez skutku.
Przesyłam kilka zdjęć pokazujących stan tej drogi po ponad dwóch latach użytkowania, mimo że remont kosztował ponad 700 tysięcy złotych.
Zdjęcie nr 1 – studzienka, w której rura została osadzona około 20 cm pod ziemią. Przy mrozach zamarza, a obecnie dodatkowo została zasypana kamieniem przez pług śnieżny.
Zdjęcie nr 2 – pobocze wysypane odpadem asfaltowym, który według zapewnień władz miasta oraz radnego Dudy miał się związać i utwardzić. W rzeczywistości materiał jest rozjeżdżany
przez samochody, a ostatnio dodatkowo został zgarnięty przez pług.
Zdjęcia nr 3 i 4 – pęknięcia asfaltu na całej szerokości jezdni, w miejscach wstawek wykonanych już na etapie remontu.
Trudno nie odnieść wrażenia, że w tym przypadku nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Przyznanie się do błędów oznaczałoby bowiem, że ktoś z urzędu odebrał wadliwie wykonaną
inwestycję. A to najwyraźniej jest nie do zaakceptowania.
To szczególnie przykre, gdy widzi się, jak cenne środki zewnętrzne przeznaczone na inwestycje są marnowane przez brak rzetelnego nadzoru i pobłażanie wobec firm wygrywających
przetargi. Pozostaje pytanie, czy osoby, które przez dwa lata przekonywały mieszkańców, że „droga jest dobra”, zaakceptowałyby takie wykonanie na własnym podwórku.
Panie Kowol, panie Hawel, panie Grzenia, panie Duda, panie Korzonek, pani Powała – to wstyd i kompromitacja. Wymieniam te osoby imiennie, ponieważ to one w sposób szczególny negowały
zgłaszane przez mieszkańców nieprawidłowości po remoncie.
Dane do wiadomości redakcji